“Do widzenia, do jutra” jest jednym z moich ukochanych filmów. Moim zdaniem, ten stworzony przed pięćdziesiÄ™ciu laty film, zupeÅ‚nie siÄ™ nie zestarzaÅ‚. Nadal jest aktualny i urzeka swoim wdziÄ™kiem. “Do widzenia...” to debiut reżyserski Janusza Morgensterna (1960). Bardzo zależaÅ‚o mu na współpracy ze Zbyszkiem Cybulskim. Po pierwsze Morgenstern wysoko ceniÅ‚ Cybulskiego jako lidera najsÅ‚ynniejszego wówczas w Polsce teatrzyku “Bim-Bom”, po drugie zależaÅ‚o mu na tym, abym aktor braÅ‚ udziaÅ‚ w tworzeniu scenariusza do filmu. Tak też siÄ™ staÅ‚o. Nad scenariuszem pracowaÅ‚ Zbyszek Cybulski wraz ze swoim przyjacielem BogumiÅ‚em KobielÄ… (trzeci podpisany pod filmem scenarzysta, Wilhelm Mach, byÅ‚ jedynie figurantem - jego nazwisko byÅ‚o dobrze odbierane przez wÅ‚adze komunistyczne i zagwarantowaÅ‚o filmowi “zielone Å›wiatÅ‚o”). TÅ‚o wydarzeÅ„, o których opowiada film, stanowiÄ… autentyczne wÄ…tki z życiorysu Cybulskiego. Obaj (Cybulski i Kobiela) byli zwiÄ…zani z gdaÅ„skim Teatrzykiem Bim-Bom, który staÅ‚ siÄ™ inspiracjÄ… dla filmowego pantomimicznego teatrzyku maÅ‚ych form “Co to?”. Obaj aktorzy zagrali w swoim filmie. Debiut reżyserski Morgensterna odtwarzaÅ‚ liryczno-sentymentalny klimat gÅ‚oÅ›nego teatrzyku studenckiego.
Film zaczyna siÄ™ obrazem spotykajÄ…cych siÄ™ rÄ…k z gdaÅ„skiego teatrzyku 'Co to' i gitarowÄ… balladÄ… Komedy. Nie przeszkadza blada projekcja, chrypiÄ…cy dźwiÄ™k. DziaÅ‚a elegancja graficznych, czarno-biaÅ‚ych kadrów Laskowskiego: dużo Å›wiatÅ‚a, powietrza; rock-and-rollowa moda tamtych lat, halki, spódnice i koszule w paski; okulary Zbyszka Cybulskiego, orientalna uroda TuszyÅ„skiej, którÄ… dubbinguje uroczÄ… polszczyznÄ… Amerykanka, ówczesna żona KaÅ‚użyÅ„skiego. Jak wiele o tamtym czasie udaÅ‚o siÄ™ powiedzieć w tym maÅ‚ym filmie ("Kino" nr 5/2002).W epizodach pojawiÅ‚y siÄ™ interesujÄ…ce osobowoÅ›ci Å›rdowiska filmowego, takie jak, scenograf Wowo Bielicki, reżyser Roman PolaÅ„ski oraz kompozytor Krzysztof Komeda. CaÅ‚ość nakrÄ™cono w malowniczych plenerach GdaÅ„ska i Sopotu. NajpiÄ™kniejszym atutem filmu jest Teresa TuszyÅ„ska, która wciela siÄ™ w rolÄ™ uroczej Marguerite. Jej postać, poza nazwiskiem (w rzeczywistoÅ›ci brzmiaÅ‚o ono Francoise Bourbon), jest autentyczna. ByÅ‚a córkÄ… francuskiego konsula, który przebywaÅ‚ w Polsce w latach 1956-60. MiaÅ‚a ona wówczas 16 lat i uczyÅ‚a siÄ™ w wiedeÅ„skim liceum, które byÅ‚o najbliższÄ… szkołą prowadzÄ…cÄ… zajÄ™cia w jÄ™zyku francuskim. W Polsce spÄ™dzaÅ‚a wÅ‚aÅ›ciwie tylko wakacje i Å›wiÄ™ta. UwielbiaÅ‚a atmosferÄ™ “Bim-Bomu”, poznaÅ‚a wielu mÅ‚odych ludzi zwiÄ…zanych z kabaretem. W filmie zakochuje siÄ™ w niej pewien student, Jacek, artysta i romantyk. Obiektem jego marzeÅ„ staje siÄ™ wÅ‚aÅ›nie Marguerite, urocza, niedostÄ™pna córka konsula, która już nastÄ™pnego dnia ma wyjechać z Polski.
Zjawia się w luksusowym samochodzie, mieszka w uroczym pałacyku ogrodzonym wysoką kratą, jej polszczyzna jest jak szczebiot papużki - ironizował Aleksander Jackiewicz. - Tubylcza młodzież czuje, że teraz zjawił się ideał, nareszcie najdoskonalsze wcielenie jej tęsknot. Ich skutery są zaledwie marniutką próbką wozu cudzoziemki, sukienki ich dziewcząt tylko ciuszkami, ich zabaw nie można porównać z jej bankietami, ich francuszczyzny i angielszczyzny z jej językami. Przychodzi ona z wielkiego świata, z dalekich krajów pełnych samolotów i podróży, aby po niedługim czasie tam odlecieć, nieziemska i niepochwytna, rajski ptak zabłąkany w świat młodych Polaków. ("Moja filmoteka. Kino polskie" Warszawa 1983, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe)
"Do widzenia, do jutra" to portret młodego pokolenia powojennej Polski. Ludzie młodzi, starają się cieszyć życiem, zapominając o wojennej traumie. Poza cudowną, poetycką wręcz warstwą dialogową, swoja estetyką i plastycznością ujmuje nas paleta przeróżnych zmysłowych ujęć.
Zależało mi na tym, żeby pokazać, że pojawiło się nowe pokolenie, inny duch. (...) Chciałem oddać inny sposób myślenia, postępowania, nawet adorowania dziewczyn - subtelniejszy, cieńszy, nie podszyty tandetną ideologią. Trzeba pamiętać, jaki nastrój panował jeszcze kilka lat wcześniej. Na zebraniu ZMP w szkole filmowej zaatakowano mnie za to, że idąc ulicą, głośno się śmiałem. A szkoła była przecież enklawą wolności. Ja się też wtedy zmieniłem. Oczy otworzył mi m.in. wyjazd na Zachód w 1958 roku. "Do widzenia, do jutra" było moją prywatną odwilżą - mówił Janusz Morgenstern w wywiadzie udzielonym po latach Jackowi Szczerbie ("Gazeta Wyborcza", 21.11.2002)
Wyjazd na zachód Janusza Morgensterna zaowocowało tym, że w warstwie formalnej epizody z życia studenckich kabaretów rozbijały główny wątek akcji, nadając całości styl luźnej narracji, charakterystycznej dla torującej sobie dopiero drogę francuskiej "nowej fali". "Do widzenia, do jutra" było zwiastunem i zarazem jednym z pierwszych refleksów tego zjawiska na polskim gruncie.
Jeden z najbardziej niezwykÅ‚ych dzieÅ‚ w caÅ‚ej historii polskiego kina. Z dzisiejszej perspektywy wydaje siÄ™ rzeczÄ… prawie nierealnÄ… i wrÄ™cz nieprawdopodobnÄ…, że zostaÅ‚ on kiedyÅ› nakrÄ™cony. Z drugiej strony, ukazana w nim historia pewnej miÅ‚oÅ›ci kryje w sobie urok magnetycznego wprost dziaÅ‚ania na widza. I czar ten nie przestaje dziaÅ‚ać do dzisiaj – pisaÅ‚ Marek Hendrykowski, autor książki „Do widzenia, do jutra”, poÅ›wiÄ™conej dogłębnej analizie filmu, która ukazaÅ‚a siÄ™ w 2012 roku w Wydawnictwie Naukowym UAM w serii „Klasyka Kina".

